Przemyślenia, Timor Wschodni

CZY TO JUŻ KONIEC MOICH PODRÓŻY?

Dokładnie miesiąc temu moje życie odmieniło się o 180 stopni. Wypadek, który tylko początkowo wydawał się błahy, sprawił, że musiałam zmienić nie tylko swoje plany podróżnicze, ale też podejście do życia. Czy będę zmuszona przestać podróżować?

Jak to się stało?

Jesteśmy na spacerze w timorskich górach. Poprzedniej nocy źle spałam, jestem rozdrażniona, a moje myśli krążą wokół wszystkiego, tylko nie tego, co dzieje się obok mnie. Jeden fałszywy krok, potykam się, stopa podwija się pod siebie i słyszę głuche ‚trach’. Przewracam się, jeszcze nie czuję bólu. Rozglądam się wokół i wzrokiem szukam tej suchej gałęzi, która wywołała to ‚trach’. Potrzebuję chwili, żeby zrozumieć, co się stało. Gdy spostrzegam bezwiednie dyndającą stopę już wiem, że to ‚trach’ miało miejsce we mnie. Pamiętam tą chwilę jak dziś. Wraz z coraz bardziej wzmagającym się bólem nogi wiedziałam, że wszystko teraz będzie inaczej. Przyjęłam to jednak wyjątkowo spokojnie, ba, nie wiedzieć czemu, czułam się tego dnia jak jakiś pierdolony mistrz zen.

Walka

Kolejny tydzień to pełnoetatowa walka. Walka przede wszystkim o mój powrót do zdrowia, ale też walka z lokalnym lekarzem stawiającym jednomyślne tezy, ze szpitalną biurokracją i brakiem podstawowych leków w Timorze. W tym samym czasie lokalna portugalska wspólnota, której, chcąc nie chcąc, byłam już częścią, zachowuje się pięknie. Nagle kilkanaście osób niezależnie od siebie uruchamia swoje kontakty, stara zrobić to, co wydaje się niemożliwe i tak po prostu, po ludzku, pomaga nawet w małych rzeczach. Mimo fantastycznego wsparcia po kilku dniach poddaję się. Jeśli nie chcę skończyć z kikutem zamiast nogi nie mam wyjścia, muszę wracać do kraju. Bilet lotniczy na wylot z Dili kupuje mi znajomy cztery godziny przed odlotem. Nigdy się tak nie cieszyłam na powrót do domu, mimo że po trzydziestu godzinach w drodze i trzech odbytych lotach czułam się gorzej niż kiedykolwiek.

Kiedy?

Fejsbukowe łącza rozgrzały się do czerwoności. Pośród wiadomości od bliższych i dalszych mi osób, życzeń powrotu do zdrowia, nieustannie przewijało się jedno pytanie:

Kiedy? Kiedy wrócisz do podróży? To kiedy następna podróż?

Miała być teraz. Właśnie miałam wylatywać z Wietnamu w kierunku Hong Kongu, a w planach na ten rok był jeszcze Nepal, Bhutan i Birma. To kiedy następna podróż? Nie potrafię zupełnie odpowiedzieć na to pytanie, jedynie zastanawiam się, co siedzi w głowach osób, które je zadają. Czy naprawdę myślą, że oleję moje zdrowie kosztem kolejnej podróży? Czy są na tyle ślepi i złaknieni moich historii, że nie widzą tego, co się dzieje?

Od wypadku ani razu sama nie zadałam sobie tego pytania. Ani razu przez głowę nie przeleciał mi cień smutku, że zamiast leżeć w za małym szpitalnym łóżku, mogłabym teraz spacerować pośród wietnamskich pól ryżowych, czy szukać świetnych kadrów w Hong Kongu. A wiecie dlaczego?  Bo wiem, że ostatni rok, który przeżyłam cały w podróży, mimo trafiających się czasami trudności, upadków i ocierania łez, był moim rokiem. Bo czułam, że od dłuższego czasu kroczyłam obraną przez siebie ścieżką i oprócz masy świetnych wspomnień z ostatniego roku w drodze mam też świadomość, że spróbowałam żyć zgodnie ze sobą. Jakbym się czuła, gdyby wypadek zdarzył mi się w drodze do korpo? Co najmniej kijowo.

Randka z Ilizarowem

Ostatnie dwa tygodnie skutecznie wyleczyły mnie z zadawania pytania ‚kiedy’. Pierwsze z nich, które zadałam, to ‚kiedy operacja’, na którą w szpitalu nie mogłam się doczekać. Okazało się, że byłam specjalnym przypadkiem i nie od razu dało się podjąć decyzję o tym, w jaki sposób będę operowana. Moje złamanie kości jest na tyle nietypowe, duże, w ciężko zrastającym się miejscu i dodatkowo ze skośnym przemieszczeniem (słowem: gorzej być nie mogło), że jedyną szansą na odpowiednie zrośnięcie było założenie aparatu Ilizarowa. Byłam przestraszona tej kupy żelastwa, drutów, zewnętrznych obręczy, które sprawiają, że człowiek wygląda jak robocop czy transformers. Koniec końców czekałam na moją operację tydzień. Z tego, co się dowiedziałam od innych nosicieli tego sprzętu, oczekiwanie na planowe założenie Ilizarowa to rok. Zamilkłam. Było mi niewyobrażalnie głupio. Nie zadałam już więcej pytania ‚kiedy’.

Od prawie dwóch tygodni noszę Ilizarowa na piszczeli. Czternaście drutów i dwie ogromne śruby oraz trzy obręcze w kolorze niebieski metalik są teraz częścią mnie. Kiedy mi go zdejmą? Nie wiem. Mówią, że pochodzę w nim minimum cztery miesiące, ale równie dobrze może to być osiem. Kiedy skończę rehabilitację i będę mogła normalnie chodzić? Nie wiem. Za sześć miesięcy, a może za dwanaście. Kiedy będę mogła biegać lub tańczyć? Nie wiem. Może za rok, a może nigdy. ‚Kiedy’ jest moim przekleństwem, dlatego przestałam sobie to pytanie zadawać w ogóle.

No i co teraz?

Wbrew pozorom, nie jestem w obecnej sytuacji smutna, przybita, a wręcz odwrotnie, czuję się silniejsza niż kiedykolwiek. Czuję, że zaczynam rozumieć optymizm i determinację ludzi, którzy w jednej chwili dowiadywali się o swojej niepełnosprawności. U mnie nie jest to jeszcze takie ekstremum, ale być może do pełnej sprawności nigdy nie uda mi się wrócić. Na razie muszę z moim Edkiem, bo tak nazwałam aparat, codziennie wykonywać ogrom ćwiczeń, by stymulować nogę do zrastania. O czym w takich chwilach myślę? O wszystkich bałkańskich imprezach, na których tańczyłam jak szalona. O moich ukochanych lekcjach zumby z Lenką. O pewnie z 50 górskich spacerach, które odbyłam w ciągu ostatniego roku. O szalonych biegach do każdej huśtawki, którą widziałam tylko po to, by móc się na niej pohuśtać (tak, to moje małe guilty pleasure). Jeśli spełnią się negatywne przewidywania lekarzy, to mam w głowie cały wachlarz wspomnień z momentów, kiedy moja noga była sprawna. I tylko się uśmiecham na ich myśl.

Czy to już koniec moich podróży? Ja dopiero zaczynam moją podróż. Podróż zwaną życiem. A Ty nie czekaj na swoją podróż, zacznij tu i teraz, bo jak pokazuje mój przypadek, nigdy nie wiesz, co przyniesie Ci jutro.

You Might Also Like

85 komentarzy

  • Reply Krzysztof Januszewski 18/09/2017 at 10:42

    No nareszcie 😉 Zaraz zabieram się do czytania, pozdro7o….

  • Reply Artur Koziński 18/09/2017 at 10:45

    Wracaj do formy Kami! Zdrowia życzę! 🙂

  • Reply Magdalena Bodnari 18/09/2017 at 10:52

    Trzymaj się i dochodź do siebie. Wszystko co się dzieje, ma sens i prowadzi nas do miejsc, w których akurat teraz mamy być. Gdyby się nie działy rzeczy złe, czasem nie mogłyby się wydarzyć te lepsze. Ja przez rok na studiach dźwigałam co piątek 10 kg ceramiki do domu, bo profesor postawił mi warunek, że muszę się nauczyć ją rysować, bym mogła pojechać na wykopaliska do Syrii. Złamałam nogę trzy dni przed wylotem. Myślałam, że świat mi się wali z tego powodu, dopóki lekarz mi nie wykrzyczał, że mam walczyć oto, bym mogła chodzić, a nie płakać nad wyjazdem. Jak mi podawali narkozę, nie wiedziałam, czy po wybudzeniu będę miała stopę w całości. Miałam. Do Syrii pojechałam rok później, dwa lata później zaczęłam się wspinać. To wszystko jest w naszej głowie. Trzymam za Ciebie mocno kciuki, jak będziesz miała siłę na spotkanie, daj znać, chętnie Cię odwiedzę! ♥

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 11:35

      Też wychodzę z założenia, że wszytko ma sens i że perspektywa czasu pokaże mi, że ten wypadek po prostu musiał mieć miejsce. Teraz nie mam wyboru, muszę zacisnąć zęby i regularnie ćwiczyć (mimo, że na co dzień ćwiczyć nie znoszę), bo od tego zależy ile będę mieć Edka na nodze. Twój przykład jest baaardzo budujący <3 a byłoby mi bardzo miło, gdybyś mnie odwiedziła, ja tam jestem praktycznie zawsze dostępna, bo na razie poza dom się nie ruszam 😉

    • Reply Magdalena Bodnari 18/09/2017 at 11:36

      Kami Everywhere odezwę się jak będę miała możliwość zostawić z kimś dzieci.

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 11:40

      Jasne, super 🙂

  • Reply Krzysztof Januszewski 18/09/2017 at 10:54

    Przeczytane…. Na pocieszenie – Właśnie mija 10 mc mojego L4 ( 182 dni i 4mc Świadczenia rehabilitacyjnego ) I tak do końca 2017. Co dalej… Artroskopia prawego kolana i lędźwiowy na złom. Czekam na ” wyrok ” ze skierowaniem w rąsi. Aleeee trzeba mieć to gdzieś i nie brać do głowy. SiemKAmi 😉 ps. Czy ja się kiedyś skarżyłem światu ;)))))))))))

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 11:35

      No I takie podejście mi się podoba 🙂 ja też nie zamierzam się skarżyć, tylko walczyć o swoje!

    • Reply Krzysztof Januszewski 18/09/2017 at 11:38

      TAK JEST!!! Będę miał małe pytanko…. Wiem, że teraz nie czas, zapytam bliżej końca tygodnia… Słodzisz kawę, herbatę 😉

  • Reply Bartosz Kwasnicki 18/09/2017 at 10:54

    patrz, kiedyś nazwiska określały, czym się człowiek zajmuje. Może sobie jakąś nową wystrugasz z żelaza, z dodatkowymi opcjami typu winiarnia, czy skrzypce, byś sobie przygrywała do obiadku 😀

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 11:38

      Bardzo śmieszne Kwasnicki 😉 prędzej pianino bym sobie zrobiła, co by wrócić do grania. Ale i tak najbardziej mi żal tego, że przez najbliższe pół roku nie będę miała opcji robienia zdjęć :/

    • Reply Bartosz Kwasnicki 20/09/2017 at 07:35

      Rob zdjecia nogi. Prawdziwa historia, ciekawe watki, zwroty akcji. Te druty maja potencjal

  • Reply Magda Zagajewska 18/09/2017 at 10:55

    Hejo! Super że już w domu.Zawsze to już inaczej.Kuruj się!!Pozdrawiam serdecznie

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 11:39

      No pewnie, że inaczej! Kwitłam już w tym szpitalu 😉 Magda, a jak Twoja ręka?

    • Reply Magda Zagajewska 18/09/2017 at 11:45

      Ręka już lepiej, dzięki ale paluch wskazujący nie chce wspòlpracować.W paźdź. mam iść do Poradni Chirurgii Ręki.Zobaczymy co mi powiedzą.

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 11:59

      Mam nadzieję, że paluch się ogarnie I zacznie współpracować 🙂 trzymam kciuki!

  • Reply Kasia Adamczyk-Tomiak 18/09/2017 at 11:47

    „Jakbym się czuła, gdyby wypadek zdarzył mi się w drodze do korpo? Co najmniej kijowo.” Kwintesencja. Kami kochana! Jesteśmy z Tobą. Wielkie dzięki za ten wpis! <3

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 12:01

      Dziękuję! Bardzo mi miło 🙂 Bo marzenia to trzeba spełniać, bo to nie nadgodziny w korpo będziemy na starość wspominać 😉

  • Reply Agata Świątkowska 18/09/2017 at 11:51

    Życzę zdrowia i Powodzenia!!!!

  • Reply Graça Silva 18/09/2017 at 12:06

    Força amiga as tuas melhoras beijinhos

  • Reply Ewelina Świtaj 18/09/2017 at 12:15

    Grunt to pozytywne podejście! 🙂 Gładkiego powtotu do zdrowia.

  • Reply Dariusz Adamek 18/09/2017 at 12:23

    Wyzdrowiejesz i zatańczysz, zobaczysz. Ale jeszcze nie teraz. Teraz zdrowiej szybko!

  • Reply Ola Wysocka 18/09/2017 at 12:24

    Trzymaj się!

  • Reply Mateusz Konopelski 18/09/2017 at 12:29

    Wiem co czujesz. Gdy 5 tygodni temu na początku podróży po Australii dowiedziałem się że uszkodziłem poważnie zatoki i nie mogę robić rzeczy po które przyjechałem do Australii – surfing/nurkowanie to załamałem się. Ale głowa do góry, udało mi się na tyle wyzdrowieć aby przeżyć spokojnie lot do domu a kiedyś jeszcze wrócę poserfować w Australii.

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 16:52

      ależ niefart, współczuję strasznie! mam nadzieję, że doszedłeś już do zdrowia! no pewnie, że wrócisz do krainy Oz, każdy tam wraca prędzej czy później 🙂

  • Reply Karol Gobczyński 18/09/2017 at 12:55

    Zdrowia! Sciskam!

  • Reply Jowita Grodecka 18/09/2017 at 13:20

    po prostu zdrowia – reszta sie ułozy. ściskam

  • Reply Marta Gawrychowska 18/09/2017 at 13:38

    Biedna, mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia!

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 16:55

      szybko jak szybko, najważniejsze, by do zdrowia po prostu wrócić 🙂

  • Reply Life is too short to live without travels 18/09/2017 at 13:56

    Ja po wypadku zaczelam jeszcze wiecej podrozowac i brac z podrozy jeszcze wiecej wiec u Ciebie bedzie na bank podobnie zdrowka kochana

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 16:56

      dziękuję 🙂 znając mnie to pewnie tak będzie hahah

  • Reply Monika Fi 18/09/2017 at 14:00

    Twoje podejście do życia! Muszę się zainspirować 🙂

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 16:57

      dzięki Monia! <3 jakkolwiek by to trywialnie nie zabrzmiało - życie mnie tego nauczyło

  • Reply Kasia 18/09/2017 at 16:02

    Bo ludzie tak mało wrażeń mają w swoim życiu, że karmią się wrażeniami z życia innych i fakt, że tych wrażeń podróżniczych od Ciebie już nie będzie na razie wydaje się być dla nich jakimś końcem, jakimś brakiem… w końcu zrozumieją 🙂 Zdrowia!!! To tylko kolejny etap, tak miało być, może przez to narodzi się zupełnie nowy plan na Twoje życie? Nowe cele podróży? Kto wie 🙂 Wysyłam dużo energii z Brazylii (a tutaj to dość rozwinięty temat, więc na pewno zadziała 😀 ) Pozdrawiam!

    • Reply kamieverywhere 02/10/2017 at 15:09

      ha, teraz mam wreszcie czas pisać więcej postów na bloga, bo w podróży świadomie to zarzuciłam, gdyż ciągle się taaak dużo działo!
      ja teraz jeszcze nic nie planuję (za dużo niewiadomych z tym aparatem na nodze), ale mam kolejne marzenie, no a marzenia trzeba spełniać 🙂 nowe cele podróży też są i mam nadzieję, że już w przyszłym roku w wakacje będę się mogła gdzieś wyrwać. Dziękuję za energię, a gdzie w Brazylii jesteś?

  • Reply Kasia Zajkowska 18/09/2017 at 14:25

    Masz rację, złamanie nogi w drodze do korpo to byłby dramat 😛 Podziwiam Twoje podejście, ale z drugiej strony – co by to pomogło jakbyś siedziała i płakała? (Choć ja nad moją nogą, uszkodzoną tylko odrobinkę przecież, trochę łez wylałam) Co zobaczyłaś, to Twoje. Dopiero jak człowiek zachoruje to zaczyna doceniać jak fajnie być zdrowym i sprawnym.Trzymam kciuki, żeby ten czas z Edkiem szybko minął! #teamzłamasy

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 17:01

      jestem pewna, że ledwie kilka lat temu to bym się załamała, na szczęście teraz mam inne podejście 😉 oj tak, doceniamy rzeczy, kiedy ich nie mamy, ale wreszcie teraz będzie czas na spokojnie przejrzeć foty z wyjazdu i pisać nowe posty! dzięki i za Ciebie też trzymam kciukasy! i Kanarów troszkę zazdraszczam 😉

    • Reply Kasia Zajkowska 18/09/2017 at 17:03

      Kanary to jak wycieczka do domu 😉 łazić dużo nie będę, poleniuchuję

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 17:25

      Kasia, może też się powinnam przejechać, tam na pewno miałabym lepsze warunki do rozchodzenia Edka, bo u nas po deszczu na śliskim to specjalnie się nie rzucam 😉

    • Reply Kasia Zajkowska 18/09/2017 at 17:27

      ale nie wiem, czy Edkiem by Cię przepuścili przez kontrolę bezpieczeństwa 😛

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 17:33

      true that 😉 a wiesz, co słyszałam od laski, która ma Ilizarowa i poszła na komisję zusowską? że biegły ortopeda z zusu jej mówi: Pani zdejmie z nogi ten aparat, bo nie mam jej jak zbadać 😛

  • Reply Michał Górski 18/09/2017 at 17:39

    Zdrowia życzę. W sumie dopiero się dowiedziałem, bo od 2 miesięcy nie miałem sprawnego kompa. Wierzę, że wszystko będzie dobrze z nogą, już nie takie cuda świat widział 😉

    • Reply Kami Everywhere 18/09/2017 at 19:21

      nie pozostaje mi nic innego, jak w to wierzyć, dzięki 🙂

  • Reply Katarzyna Go 18/09/2017 at 18:30

    3maj sie Kamila!!!!!!! Dasz radę!!!:)3mam kciuki!!!

  • Reply Krzysztof Błachowiak 18/09/2017 at 20:34

    Kami ćwicz. Moja noga po operacji złamania się poprawia. Jak tylko się uda i zrośnie się na amen wracam do dżungli na Sumatrę, gdzie się połamałem. Już mam namiary na miejscowego przewodnika, który wie gdzie są ptaki które chciałem sfotografować. W tym roku się nie udało, ale się nie poddam. Trzymaj się.

    • Reply Kami Everywhere 19/09/2017 at 07:07

      Właśnie wstaję I idę ćwiczyć 🙂 a Ty w którym miejscu nogę złamałeś? Trzymam kciuki za jak najszybszy powrót na Sumatrę zatem 🙂

    • Reply Krzysztof Błachowiak 19/09/2017 at 09:22

      1/3 dolna podudzia obie kości. Miałem więcej szczęścia bo akurat w tym szpitalu na Sumatrze był japoński ortopeda, który wiedział jak dobrze to zoperować.

    • Reply Kami Everywhere 19/09/2017 at 09:51

      no to świetnie, że udało sie to już na Sumatrze zoperować! u mnie też 1/3 dolna podudzia, tylko złamanie na tyle osobliwe, że operacja niewiele by mi pomogła…

  • Reply smogg9 19/09/2017 at 09:08

    Ooooo, kurde! Nie widziałem, że takie rzeczy Ci się przytrafiły. Mam ogromną nadzieję, że noga wróci do swojej pierwotnej sprawności, trzymaj się! Nie dopuszczaj złych myśli! Pozdrawiam i pamiętaj… bądź jak „pierdolony mistrz zen” 🙂

    • Reply kamieverywhere 02/10/2017 at 15:15

      ja też mam taką nadzieję, bo już mnie nosi w jakieś góry, ale na razie jedynie spaceruje sobie moją ulicą i odcinek, który pokonywałam w 5 minut teraz idę przez pół godziny 🙂 najfajniejsze jest to, że przy aparacie dosyć szybko widać rezultaty pracy, praktycznie z dnia na dzień… a i tak, do pierdolonego mistrza mi całkiem niedaleko 😉

  • Reply Maria Magdalena Krychowska 19/09/2017 at 10:23

    Ćwicz i raz jeszcze ćwicz 🙂 Będzie dobrze, a podejście przemyślenia i nastawienie masz rewelacyjne.

    • Reply Kami Everywhere 19/09/2017 at 15:41

      Regularne ćwiczenia są dla mnie najgorsze, bo jestem strasznym leniem I nigdy nie byłam fanką sportów 😉 ale codziennie się przełamuję, no bo co robić. A I wreszcie będę mieć czas pisać posty na bloga 🙂

  • Reply Magda Piotrowicz-Zbieraj 19/09/2017 at 12:14

    Ślę pozytywne myśli!

  • Reply wysrodkowani.pl | Gośka 19/09/2017 at 16:56

    Przykro słyszeć o Twoim wypadku. Mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia.

    • Reply kamieverywhere 02/10/2017 at 15:15

      Dziękuję! Też mam taką nadzieję 🙂

  • Reply Ewa Serwicka 19/09/2017 at 15:21

    Wszystkiego dobrego

  • Reply Łukasz Kędzierski 19/09/2017 at 15:40

    NO to co – ZDROWIA i szybkiego powrotu do formy Transformersie 🙂

  • Reply Emilia Smolka 19/09/2017 at 17:28

    Eee tam koniec, przerwa krotka tylko! Trzymaj sie dzielnie

    • Reply Kami Everywhere 19/09/2017 at 17:38

      no to się jeszcze okaże, kto wie, może podróżowanie mi się znudzi? 😀

  • Reply Agnieszka Ptaszyńska 19/09/2017 at 17:36

    uch, to się należałaś. Miłego powrotu do żywych 🙂

    • Reply Kami Everywhere 19/09/2017 at 17:38

      powrót będzie dłuuugi… a co do leżenia… kazali mi chodzić już dzień po operacji, ta metoda tak ma 😉

  • Reply Szymon Król 19/09/2017 at 18:47

    szybkiego powrotu do zdrowia! 🙂

  • Reply łukasz kędzierski - podróże i fotografia 20/09/2017 at 00:40

    Składając życzenia urodzinowe zawsze wszystkim mówię na pierwszym miejscu o marzeniach, że trzeba je posiadać, że trzeba w nie wierzyć, że one napędzają nasze życie. Jednak równolegle z marzeniami musi być zdrowie bo bez niego nawet najfajniejszy zachód słońca nie będzie w pełni cieszył. Marzenia + zdrowie to pełnia – zatem Kamila pamiętaj „szklanka zawsze do połowy jest pełna” i tego się trzymaj. Do zobaczenia gdzieś w drodze 🙂

    • Reply kamieverywhere 02/10/2017 at 15:22

      Tego się trzymam, choć czasem łatwo nie jest, bo niestety nie mam pojęcia, kiedy noga będzie w pełni sprawna. Ale na szczęście mam też marzenia niepodróżnicze, i te zamierzam teraz w miarę możliwości realizować. Dziękuję pięknie i mam nadzieję, że na wiosenny Cieszyn to już się będę nadawać 😉

  • Reply Tati 27/09/2017 at 12:54

    Na wszystko jest swój czas. Trzymam mocno kciuki, by wróciła pełna sprawność nogi! Wierzę, że sobie poradzisz z każdą sytuacją – no kto jak nie ty??? Ograniczenia są tylko w głowie i w myślach „życzliwych”.

    • Reply kamieverywhere 02/10/2017 at 15:26

      ograniczenia czasem się w mojej głowie pojawiają, ale szybko je z niej wyrzucam 😉 dziś na przykład poszłam na spacer z aparatem, który miałam po raz pierwszy w rękach od wypadku. Jaka radość! dziękuję Ci pięknie kochana <3

  • Reply Karolina 02/10/2017 at 07:11

    Dzielna jesteś i podziwiam Cię za Twoje podejście. Wielu ludzi już by się załamało i miało ochotę poddać. Podróże jednak kształtują w nas pokłady pozytywnej energii, więc korzystaj z nich, dbaj o stopę, ćwicz, a ja mocno trzymam kciuki i wierzę, że będzie dobrze i jeszcze nie raz Twoje stopy zaprowadzą Cię w góry! Trzymaj się :*

    • Reply kamieverywhere 02/10/2017 at 15:30

      żeby nie było, też mam gorsze chwile w związku z moim stanem zdrowia i mocnym uziemieniem (ah, to moje jakże ubogie obecnie życie towarzyskie!), ale szybko udaje mi się je zwalczać i patrzeć na pozytywny aspekt mojej sytuacji. muszę ćwiczyć codziennie i – mimo, że tego nie znoszę – to chciałabym wyrobić sobie tym nawyk, który zostanie ze mną na dłużej. no ja też mam nadzieję, że moje stopy zaprowadzą mnie znowu na końce świata. dziękuję za Twój piękny komentarz i przesyłam dużo warszawskiego słońca 🙂

  • Reply Ala 12/10/2017 at 16:44

    Wszystko w swoim czasie:)

    • Reply kamieverywhere 13/10/2017 at 12:15

      dokładnie, teraz jest czas na odpoczynek, czytanie i pisanie 🙂

  • Reply slomka 30/11/2017 at 13:41

    Czasem zastanawiam się, skąd biorą się te pomysłowe pytania w głowach ludzi, którzy je zadają. Tak, jakby tylko czekali na ten moment, kiedy powiesz: „nie będę mogła więcej podróżować”, będę nieszczęśliwa…
    Mi ogromnie trudno było zaakceptować moje ograniczenie, jakie wiązało się z byciem w kołnierzu, ale z drugiej strony wiem, że mogło być dużo, dużo gorzej. Mogłam być sparaliżowana. Ta myśl napawa mnie przerażeniem i wdzięcznością za to, jak jest 🙂
    I mam zamiar cieszyć się czasem spędzonym w domu. Podróż do Polski to wciąż podróż :). W tej chwili siedzę na lotnisku w Helsinkach i zdaję sobie sprawę, jak tęskniłam za cywilizacją 🙂
    Trzymam kciuki za Ciebie! Czy też spędzasz święta w Polsce? 🙂

    • Reply kamieverywhere 10/12/2017 at 23:36

      No cóż, gdzieś tam było udowadniane, że większość ludzi cieszy się z ludzkiego nieszczęścia, niż ze szczęścia 😉 myślę, że czuję podobnie do Ciebie i dokładnie Cię rozumiem… nie jest mi fajnie z moją obecną sytuacją, ale jakbym w porę nie wróciła do Polski na leczenie, to nawet mogłabym mieć amputowane podudzie. Tak, też spędzam święta w domu, w tym roku wigilia w moim rodzinnym domu, więc już się na to cieszę 🙂 Ty pewnie jeszcze bardziej! życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia!

    Dodaj komentarz